Jedziemy i jemy – niby nic prostszego. Jest tyle serwisów podpowiadających, jak wybrać bar w trasie, że ho, ho! Proszę bardzo. Tak, to jest metoda, ale dziś chcę opowiedzieć o innych sposobach.

Jest takie powiedzonko na temat gwiazdek zdobiących niektóre knajpki:

* warto się zatrzymać,

**  warto zjechać z trasy,

*** warto się wybrać i spróbować, co serwują.

Ale w praktyce rzadko mamy w trasie do czynienia z knajpkami oznakowanymi takimi symbolami, poza tym często po prostu JESTEŚMY GŁODNI! I co tu robić?

Wybieramy:

  1. Bary z dużym parkingiem na wielkie ciężarówki.
  2. Bary z dużym parkingiem PEŁNYM ciężarówek. Nie bójmy się tłoku. Bardzo często te bary są świetnie przygotowane do obsługi takiej liczby klientów.
  3. W ostateczności pełne osobówek, ale wyglądających na samochody przedstawicieli handlowych przemierzających Polskę wzdłuż i wszerz.
  4. Coraz częściej dobrym wyborem są bary specjalizujące się w czymś (np. rybne).
  5. Bary, które działają już tysiąc lat, pewnie ich trwałość z czegoś wynika.
  6. Jeśli to można sprawdzić wybieramy knajpki z jak najkrótszą listą dań. Jak serwujemy mało, to możemy się w tym specjalizować i mieć świeże surowce, przy długiej liście dań wręcz odwrotnie.
  7. Nie wybierać nieznanych, niesprawdzonych restauracji, zajazdów itp.
  8. Nie wybierać barów przy stacjach benzynowych.
  9. Na mało uczęszczanych trasach jest naprawdę kłopot, trzeba ryzykować.
  10. ZAWSZE zamawiamy coś popularnego!

Tak wybieram sam, jeżdżąc średnio ok. 1000 km w tygodniu, i w związku z tym często jedząc w trasie.

Oczywiście pewną alternatywą są sieciówki, w tym coraz ciekawiej prezentująca się oferta stacji np. Orlenu, jeśli kto lubi, czemu nie. Niedawno przespałem się w miłym miejscu w miejscowości wczasowej po sezonie. Bez śniadania. Śniadanie na Orlenie było bardzo smaczne (choć niezbyt tanie).

Podsumowując: w trasie nie liczymy na jedzenie wyszukane, chcemy trafić na bezpieczne, świeże i niedrogie. Jak chcemy zjeść coś ekstra to wyszukujemy po różnych forach, serwisach itp. W trasie nieczęsto się to uda.

Tyle w Polsce, a co na dłuższych trasach?

No cóż. Często pokonujemy np. Niemcy czy Francję autostradami. Przy autostradach nie ma dobrego jedzenia, za to jest drogie. Pewnie są wyjątki, jak zawsze, ale mówimy o zasadach. Patrzymy na mapę i zjeżdżamy z autostrady. Już ze 20-30 km od niej zaczyna się normalne życie . Tam w normalnej knajpce (niekoniecznie z parkingiem pełnym ciężarówek) można coś normalnego zjeść. Jak się trafi na sezon, to np. pyszne grzyby u zachodnich sąsiadów. Ceny będą normalne, obsługa miła i normalna. W sumie takie same rzeczy mogę powiedzieć o Szwecji, choć tam zawsze wchodzę do baru w małej miejscowości z pewnym niepokojem. Ich sposób przyprawiania jedzenia nie zawsze mi odpowiada J. Ale, to prawda, uczynili ogromny krok naprzód. Dwadzieścia lat temu było znacznie gorzej (dla nas). Za to kawę mają świetną i tanią.

A co Wy powiecie o swoich doświadczeniach z jedzeniem na trasie?

Lubimy jak nas lubią na:
error0