Rzadko mam taki żal do losu, że nie jestem tajnym szpiegiem Michelina (tego od jedzenia, nie od opon). Wakacje jak zwykle kazały nam zwodować nasz maleńki jachcik. Tym razem wybór miejsca wodowania padł na przepiękną miejscowość Kamień Pomorski. Swoją drogą, dlaczego nauczanie historii Polski zaczyna się od Mieszka i chrztu? Podczas gdy tereny Pomorza, Kamień Pomorski, Wolin i okolice były ważne na mapie Europy znacznie wcześniej, a Mieszko podbił pomorskich Słowian z dużym trudem? No cóż, zamieszczamy dwa zdjęcia: chyba najgrubszego na świecie pnia bluszczu zwyczajnego rosnącego w wirydarzu katedralnym i wieczorne zdjęcie, naszym zdaniem najpiękniejszej zachodniopomorskiej mariny.

Z portem, w którym wodowaliśmy, sąsiaduje lokalik rybny „zubowicz.pl”. Jeszcze kilka lat temu przypominał niczym wyróżniającą się smażalnię. Tymczasem teraz? Sympatyczne „zewnętrze” pełne roślin, wg pewnej doktor biologii, śródziemnomorskich. W połączeniu ze słońcem i upałem, po prostu BOSKO. A to dopiero początek. Karta dań: pozornie długa, ale po wnikliwszej analizie widać specjalizację. Kilka gatunków ryb. Nie tylko lokalne (wiadomo, przełowienie). I UWAGA: łosoś kiszony! O tym za chwilę. Wstępna analiza doprowadziła do wstępnego zamówienia. Zupa gulaszowa rybna. Brzmi interesująco.Podano po talerzu przepysznej zupy, której nazwa tak w pełni oddawała smak, że trudno to opisać. Ale spróbuję. Gęsta, o czerwonym, paprykowym kolorze, pełna różnych ryb, kawałki i białe dorsza, i czerwone (norweskiego) łososia i inne. wielkości i mniejszej i większej (pudełka zapałek). Solidnie doprawione, Madziar by się nie powstydził charakterystycznego paprykowego smaku. Po prostu POEZJA. Tak dobrej zupy rybnej chyba nie jadłem, a uważam się za miłośnika takowych od wybrzeża Bałtyku do francuskiego Morza Śródziemnego (bouillabaisse). Kocham zupy rybne także za to, że nie ma dwóch takich samych. Tę w Kamieniu Pomorskim TRZEBA spróbować. To zupa. Teraz „danie główne”. Jako miłośnik pierogów wybrałem pierogi z rybnym nadzieniem. Przybył talerz pełen pięknych, o cienkim i pysznym cieście, ręcznie lepionych pierogów wypełnionych nadzieniem o smaku… PYSZNYM. Tak pysznym, że następnego dnia, Żona pozazdrościwszy mi wyboru je zamówiła. Co poza tym? Otóż pierwszego dnia Blanka zamówiła penne z kiszonym łososiem. Był bardzo interesujący w smaku, czym nadawał tajemniczości całej potrawie.

Po jedzeniu poszliśmy do przyległego sklepiku. Tam urzędował młody mężczyzna w eleganckim białym stroju. Nie chciał zdradzić tajemnic kiszenia łososia, ale dowiedzieliśmy się, że trwa CZTERY miesiące, używane są duże ilości czosnku, że w zasadzie nie jest to kiszenie a marynowanie. Więcej bez tortur nie udało się z niego wycisnąć. Ot, lojalny pracownik! Następnego dnia, cóż, zupa ta sama, pierogi te same, zamiast penne sałatka, też z kiszonym łososiem. I pewność, że tam wrócimy. Michelin! Szukaj nie tylko w Warszawie, Krakowie i Poznaniu!

Lubimy jak nas lubią na:
error0