Smaki Andaluzji

Hiszpania – duży kraj, na pozór jednolity – jest zlepkiem klimatów i regionów, znacznie się od siebie różniących. Widać to nie w tyle architekturze, co w kuchni. Regiony mają swoich patriotów lokalnych, a kuchnie regionalne – jak katalońska, baskijska, galicyjska – swoje specjalności.

Kraj Basków słynie z ryb i owoców morza, można tu zjeść przepysznego dorsza (bacalao), lubianego także w Portugalii. Baskijskie pintxos (hiszp. pinchos) to małe przekąski podawane na wykałaczka w najróżniejszych odmianach. Katalończycy, z których języka pochodzi nazwa paella, mają też jej makaronową wersję, fideua. Słynny czosnkowy sos aioli i crema catalana też pochodzą stąd.

A jak smakuje Andaluzja?

Może pochodzącym z Kordoby chłodnikiem salmorejo, andaluzyjską wersją gazpaccho? Może ajoblanco, chłodnikiem z blanszowanych migdałów, wspomnieniem po obecności Maurów w Andaluzji? Dla wielu pewnie będzie to suszona szynka jamon iberico, wytwarzana w Jabugo, w pobliskich górach Sierra de Aracena, z mięsa świń karmionych żołędziami. Szynkę można zjeść w całej Hiszpanii, ale ta z Jabugo należy do najbardziej cenionych.

Andaluzyjskie śniadanie to dla Polki ewenement, bo w Polsce rzadko jada się śniadania na mieście, a w Hiszpanii – codziennie. Każdy bar rano w superekspresowym tempie serwuje ten zestaw podstawowy: kawa (obowiązkowo w małej szklaneczce) i grzanki. Andaluzja stoi oliwą i winem, więc je się ją tu już do śniadania – polewa się nią tostowane pszenne bułki, dodaje do tego nieco startych pomidorów i proszę bardzo! Jeszcze kawa świeży sok z pomarańczy i można zaczynać dzień.

Hiszpańskie śniadanie

Churros to zupełnie osobna historia. Jak szynka, popularne w całej Hiszpanii, ale dla mnie i tak będą smakiem Andaluzji, bo nierozerwalnie kojarzą mi się z miejscami, gdzie je kupowałam i jadłam. Churros to smażone w głębokim tłuszczu ciastka, które wyglądają jak wielkie frytki albo dziwne kiełbaski, można kupić na ulicy na wagę i zapakowane w papier zabrać do domu. Można też wejść do baru/kawiarni i zamówić do nich gorącą czekoladę. Prawdziwa bomba kaloryczna…

Poza słodkimi grzeszkami jedzeniowy rytm jest dość ściśle ustalony: po szybkim śniadaniu przed pracą, ok. 14 wpada się na lekki obiad. Puste od rana bary zapełniają się nagle tłumem zamawiających tapas (małe porcje/przekąski), medio raciones (to samo danie w nieco większej ilości) i raciones lub platos (pełne danie), popijających do tego piwo z małych szklaneczek (cańa) lub nawet kieliszeczek wytrawnego sherry fino. Jak oni dają radę wrócić po tym do pracy – nie wiadomo… Wieczorem przy kolacji porcje mogą być trochę większe i sherry trochę więcej😊

A propos sherry – pochodzi z Andaluzji właśnie. Więcej o jego produkcji i odmianach przeczytacie TUTAJ Nas interesuje, co z czym podawać i co do czego pić. Pije się jak każde inne wino, ale uważajcie, bo sherry potrafi być nawet dwukrotnie mocniejsze 🙂 Jednak zasady, takie jak temperatura podania i dobieranie jedzenia, będą zbliżone:

  • Fino/Manzanilla – najlepiej orzeźwia bardzo schłodzone (6-8°C) i w zasadzie lepiej niż samo smakuje w towarzystwie oliwek, migdałów, serów, owoców morza, sezonowanych wędlin, czyli wszystkich możliwych tapas.
  • Amontillado/Palo Cortado – najlepiej lekko schłodzone (12-14°C), pasuje do orzechów, ryb, białych mięs, jak i samo. Takie wino przejściowe między Fino a Oloroso, można z czymś, można samo.
  • Oloroso – najlepiej lekko schłodzone (12-14°C), ale niekoniecznie. Pasuje do dojrzewających serów, ciemnych mięs, ale w sumie po co, jak samo jest dobre 😉
  • Cream/Medium – najlepiej schłodzone (10-12°C), ale niekoniecznie. Z deserami, orzechami, owocami wchodzi niemal samo. Świetne jest także na lodzie z plasterkiem pomarańczy, jak i w koktajlach.
  • Moscatel – najlepiej lekko schłodzone (12-14°C), ale niekoniecznie. Pasuje do ciast, cytrusów, owoców itd. oczywiście samo, jako aperitif i w koktajlach także.
  • Pedro Ximenez – najlepiej lekko schłodzone (12-14°C), ale niekoniecznie. Pasuje do ciężkich deserów, lodów, czekolady, chociaż w sumie to samo w sobie jest deserem.

Z bodeg wina trafiają do barów – tu nazywanych tabanco – gdzie sprzedawane są z wielkich drewnianych beczek, największej ozdoby tych miejsc. Raz zmieszane przez producenta, mogą jeszcze zostać przez barmana zmiksowane w ryzykowne „drinki”, np. morenita, słodka mieszanka z Tabanco El Pasaje w Jerez, która idzie do głowy jak flamenco, grane tu co wieczór.

Lubimy jak nas lubią na: