Nie da się, no nie da się w upalne niedzielne popołudnie ominąć lodziarni. Nie wiem, ile sklepów, kawiarni, budek itp. sprzedaje lody w Warszawie – sądząc po ilości rankingów warszawskich – sporo:) Ale w upał nie chce się wytknąć nosa poza własne podwórko. Albo park. Albo skwer. Albo ogródek – co tam sobie chcecie.

Wybrałyśmy się więc niedaleko, czyli na spacer po Żoliborzu (niby, żeby spalić te kalorie z lodów, acha, acha…), zajrzałyśmy w kilka miejsc, spróbowałyśmy kilkunastu smaków i tak oto powstał ranking, a w nim na pierwszym miejscu:

1. CUKIERNIA WARSZAWSKA

Pl. Wilsona, wejście od Felińskiego

Mała cukiernia z lodami, schowana na tyłach Placu Wilsona, tuż przy kościele. Najbardziej niepozorna witryna w okolicy. Powiedziałabym: brak witryny i nienachalne logo. Jeden z kilku lokali w Warszawie, działający w sieci o niezbyt sexy nazwie Camargo. Wyglada, jakby przeszedł lifting i rebranding ograniczony raczej do logo (na remont elewacji już nie starczyło). Na szczęście poszli w jakość produktu. O ile dobrze pamiętam, mają 8, może 10 smaków – w sumie trudno było się skupić na wyborze, bo przed lodówką podskakiwały dwa kilkulatki, powtarzając obsesyjnie, że chcą „z kolorową posypką”. No tak, wiadomo, rozumiemy ten stan:)

No, ale do rzeczy, czyli do jakości: Twierdzą, że sami pieką wafle – prawda, nie prawda, nie wiadomo, ale wafle pyszne. Ponieważ poszłyśmy tam we trzy, to i wybór smaków był potrójny: delicja pomarańczowa + malina, słony karmel+truskawkowy sorbet i czekolada+ciasteczkowe. Jak dla mnie wygrywa czekolada i malina, ale pozostałe też godne. Malinowe mają w sobie na mój gust tylko to, co trzeba, czyli maliny, śmietankę i cukier. Sorbet truskawkowy smakuje jak zmiksowane z cukrem zamrożone truskawki i nic więcej. Prostota i smak. Dziękuję, do zobaczenia następnym razem!

Na plus zaliczam tez wielkość porcji, a raczej cenę. Jedna „gałka” lodów za 3,50 zł to tutaj naprawdę dwie gałki, pani za ladą macha łyżką do lodów podwójnie, więc za 7 zł dostałam naprawdę sporą porcję.

2. ULICA BAŚNIOWA

Al. Wojska Polskiego 41, przy placu Grunwaldzkim

Ostrzegam: to jest bardzo dobry adres, ale nie w weekendy. Ulica Baśniowa, jak sugeruje nazwa, ma w targecie dzieci – duże i małe, z tym, że małe są bardziej hałaśliwe, a kiedy pojawią się w większej masie, potrafią wrzaskiem zepsuć nawet przyjemność z jedzenia lodów. Poza tym na Ulicę Baśniową zagląda pół Żoliborza i pół tzw. Żoliborza Artystycznego, na którym, jak w Miasteczku Wilanów, dzieci nie brakuje. Tak, że w niedzielę jednak nie polecam, bo zastaniecie na miejscu sceny dantejskie, a przecież miało być przyjemnie…

Za to kiedy się już dotrze do lady (a dotarłam, przyznaję, w poniedziałek i bez tłumów), ma się do wyboru imponującą ilość ok 30 smaków, w tym kilka wegańskich i nawet coś bez cukru.

Darowałam sobie wszystkie smaki typu „ciasteczko”, wszystkie szalone kolory wyglądające sztucznie i tym razem była gorzka czekolada, orzech macadamia i śliwka. Niezłe są też ananasowe, choć podjeżdżają nieco ananasem z puszki, a słony karmel jest konkretny i przyjemnie chrupki. Bardzo to było dobre, tyle, że strasznie słodkie.

„Baśniowa” trochę jest fabryką – duży wybór, dużo klientów, dużo sprzedawczyń za ladą, dopracowane procedury, łącznie z ważeniem lodów przed podaniem klientowi, żeby przypadkiem nie było zastrzeżeń. W środku gwar i zimno od klimatyzacji, na zewnątrz upał. Do tego ruchliwa ulica, tramwaje… słowem zjedz i wypad.

Ceny: mała porcja 5 zł, średnia (110 g, odważone precyzyjnie) 10 zł, duża 20 zł. Porcja za 10, dodam, mniejsza niż w „Warszawskiej” za 7. Punkt dla malucha!

3. WARSZAWSKIE LODY TRADYCYJNE

Pl. Wilsona, przy kinie Wisła

Latem lody, zimą pączki, zawsze „warszawskie” i „tradycyjne”. A do tego rogale „marcińskie”, za które obraziłam się kiedyś na nich śmiertelnie. W zasadzie obraziłam się na cenę, bo rogale były jak trzeba, a raczej – jakby przyjechały z Poznania:) Za to pączki drogie w cholerę i średnie w smaku.

Ale ja nie o tym, miało być o lodach. Przed WLD zawsze stoi kolejka, choć, przyznaję, przeważnie krótka. Podobnie jak ich karta: zwykle ma się do wyboru tylko kilka smaków, w tym zawsze jakieś klasyki plus nieszkodliwe odpały typu kokos z limonką.

Smak, podobnie jak w Baśniowej, jest ok, jak na lody „rzemieślnicze”, cena (5 zł za 70 g) też podobna.

 

4. KOFIFI

ul. Mierosławskiego, przy Parku Sowińskiego

Kawiarnia, plac zabaw dla dzieci, czytelnia dziecięca, lody trochę przy okazji. W ogóle miejscówka jest bardzo dziecięca, co w połączeniu z dużym placem zabaw w parku tuż obok tworzy niezły kombinat. Samo miejsce – malutkie i bardzo kolorowe, tak z zewnątrz jak i wewnątrz, ale w niedzielne popołudnie zadziwiająco spokojne, żeby nie powiedzieć – senne, jakby cała dziecięca energia skupiła się na placu zabaw. Chłopak za barem też wyglądał trochę jakby spał. Lodówka z kilkoma smakami lodów stała tuż przy wejściu i była upstrzona tłustymi śladami wielokrotnych wyborów między czekoladowymi a Oreo. Albo cytrynowymi czy zielonym jabłuszkiem. Nie było to złe, ale jak na razie Kofifi jest u mnie na przedostatnim miejscu w tym rankingu. Duży minus też za wielkość porcji: tutaj „gałka” oznacza naprawdę jedną gałkę i kosztuje 3,50 zł, więc jeśli się kupuje dwie, za 7 zł dostaje się tyle, co w numerze 1 za 3,50.

 

Na ranking nie załapały się tym razem:

BLIKLE

Pl. Wilsona, obok Kina Wisła

I obok Warszawskich Lodów Tradycyjnych, dodajmy. We wszystkich lokalach Bliklego zajeżdża dawnymi czasami i jedni to lubią, a drudzy nie. Ja nie bardzo – kawiarniane gięte krzesła, stoliki z marmurowymi blatami, ciemnobrązowa boazeria a nad nią równie ciemny kolor ścian, lustra, gablotki na wysoki połysk i sfochowane sprzedawczynie. Hm… nie. Lody, o ile dobrze pamiętam, mają małe, nie najgorsze w smaku, ale raczej bliżej im do wyrobów Grycana, kupowanych gdzieś w galerii handlowej, niż do WLD po sąsiedzku. O tym, że w ogóle mają lody, można się dowiedzieć dopiero po wejściu do środka – a wchodzą tylo ci, co lubią te klimaty. Tak więc stawiam Bliklego w tym rankingu raczej z obowiązku niż z chęci.

 

SMAKI WARSZAWY

ul. Felińskiego, obok Cukierni Warszawskiej

Nie załapały się, bo po prostu nie jestem w stanie zjeść dwóch porcji pod rząd, a Warszawska trafiła się jako pierwsza. Ale lato jeszcze młode, a Smaki Warszawy mają dobrą markę jako cukiernia, więc może i lody robią niczego sobie? Mieszczą się tez przy bardzo dobrej włoskiej La Scali, więc ten zakątek jest niebezpieczny zarówno dla figury, jak i dla portfela…

CUKIERNIA LANDRYNKA,

ul. Słowackiego 22, przy Urzędzie Dzielnicy

Landrynka marketingowo zatrzymała się w szalonych latach 90. Idąc ulica Słowackiego, raczej trudno ją przeoczyć, chociaż okolica obfituje w szyldy w stylu „duże i na żółtym tle, niech wali po oczach”. Może damy temu miejscu szansę przy następnej okazji…

 

CAFE JURTA

Park Kępa Potocka

W zieleni, nad wodą, nieco dalej od betonu, stoi sobie namiot i obiecuje, że lody robi, nie produkuje. Zobaczymy w kolejny weekend

 

Lubimy jak nas lubią na:
error0