Svalbard czyli zobaczyć lodowce Spitsbergenu

Wśród różnych podróży bywają podróże morskie. Można je odbyć w kajaku, jak niesamowity Aleksander „Olo” Doba, można na atomowym lodołamaczu. Ja jednak chciałem wody polarne zobaczyć z pokładu jachtu.

Z Norwegii na Spitsbergen jest prawie tydzień drogi. Kuchenka z piekarnikiem i lodówka z zamrażalnikiem pozwalała na niezłe jedzenie, a to schabowy, a to drób, a to zupa sprawdzonej wielokrotnie firmy Profi. BTW moja Żona potrafi ugotować jajka na miękko dla 8 osób, co nie jest wcale łatwe. Po drodze można było coś upolować, ale: wieloryby – pod ochroną, delfiny – kto był miał sumienie takiego zabić, olbrzymie mewy – przesąd marynarski zakazuje zabijać, w każdej z nich zaklęta jest dusza marynarza.

Łowienie ryb nie wchodziło w grę przy naszej prędkości. Niemniej przepłynięcie obok wieloryba z którego strzela w górę strumieniem wody robi niezapomniane wrażenie.

Arktyka przywitała nas growlerami – bryłami lodu, które mogą być zabójcze dla statku. Można wrzucić odłamek do szklaneczki z … napojem. Fajnie syczy.

Pierwszym odwiedzonym miejscem była baza Polskiej Akademii Nauk w Hornsundzie. Będzie coś o jedzeniu. Dostaliśmy opieprz od kierownika bazy. Nie wolno poruszać się bez broni palnej. Niedźwiedzie są pod ochroną, ale ludzie nie…

Tundra Spitsbergenu to tzw. tundra niska. Grzyby są wyższe od kwiatów, kwiaty większe od drzew, a drzewa wyrastają najdalej na cal. Chodząc po niej mieliśmy wrażenie, że człowiek stanął tu pierwszy raz. To możliwe. Koło bazy w Hornsundzie pokazywano nam ślady kół samochodu terenowego sprzed kilkudziesięciu lat. W takich miejscach czas nie płynie wolniej… On płynie inaczej…

Ważnym przystankiem naszej wyprawy była baza Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Calypsobyen. Polarnicy kresowi to ludzie nadzwyczajni!!! Przyjęli nas po staropolsku, pokazali ciekawostki geologiczne sugerujące, co jeszcze warto odwiedzić na Spitsbergenie i na końcu ugościli istnie po królewsku.

W bazie dowiedzieliśmy się o niezwykłej ochronie archipelagu. Każde zabudowanie, nawet próchniejąca na brzegu łódź jest traktowana jako zabytek kultury materialnej. Nie wolno takich rzeczy ruszać ani remontować.

Odwiedziliśmy stolicę Spitsbergenu, Longyearbyen. Tam spotkała nas miła niespodzianka – spotkaliśmy polski żaglowiec Oceania. Mogliśmy spróbować świeżo upieczonego placka! Wierzcie mi, w takich „okolicznościach przyrody” smakuje znakomicie!

Odwiedziliśmy też Ny-Ålesund – najdalej na północ wysuniętą siedzibę ludzką. Piękne miejsce. Do sklepu wchodzi na boso! Znajduje się tam willa Roalda Amundsena i wieża cumownicza z czasów przelotów sterowcami nad biegunem.

Zapamiętam z tego miejsca napis na tablicy przy drodze: PLEASE STAY ON THE ROADS! Nie należy schodzić ze ścieżki aby nie zostać zaatakowanym przez… ptaki! No proszę, najpierw krwiożercze misie, a potem mordercze ptaki…

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na Wyspie Niedźwiedziej, w zatoczce, gdzie znajdowała się niegdyś baza wielorybnicza. Stał tam nawet stary kocioł do wytapiania tranu. Kto zna smak tranu ręka w górę.